DZIEŃ 1.
Witam, dziś jest kolejny szary dzień w moim życiu, oprócz ciągłych kłótni w domu i sprzeczek z koleżankami jest okey, mimo tego próbuje jeszcze jakoś ustać ale czuje, że upadam.
Czy ja sama stwarzam własne problemy ? czy ja sama zaczynam kłótnie z matką ?
nie wiem co mam robić, czuje że popadam w ciemność, widząc innych szczęśliwych płacze ukrywając łzy pod uśmiechem. Uwielbiam wieczory kiedy inni śpią nikt mi nie przeszkadza marzyć, mogę myśleć o czym kol wiek i o kim kol wiek i wtedy zaczynam robić się coraz bardziej smutna, hola hola stój !" przecież ty nigdy nie będziesz tego miała, przecież ty jesteś nieudacznikiem" przypominają mi się słowa mojej matki i zaczynam płakać ale nie dlatego co powiedziała ale, że ma całkowitą rację i zasypiam o niczym nie myśląc.
Poranek jak zwykle, z niechęcią wstaje z łóżka, za oknem szaro, chociaż dla mnie zawsze jest ponuro. Podążam do łazienki, spoglądam w lusterko i znowu chce mi się wyć, zastanawiam się jak Bóg mógł stworzyć coś takiego jak ja !, wycieram oczy, staram się ogarnąć ale to nie łatwe kiedy mi się udaje schodzę na dół.
Szkoła jest dla mnie piekłem ! każdy wzrok spoglądający na mnie to nóż w serce, każdy śmiech jest dla mnie męczarnią, zawsze wydaje mi się że to ze mnie się śmieje cała szkoła, ale potem uświadamiam sobie, że każdy ma mnie w dupie i 90% uczniów nie wie o moim istnieniu, ale my porozmawiamy o tych 10% co dręczy mnie w szkole. To przykre słuchając obelg na siebie choć nikt mnie nie zna, wtedy mam ochotę krzyknąć na cały głos HALO JA TU JESTEM ! NIE ŻYCZĘ SOBIE BYŚ MNIE WYZYWAŁA ale wtedy zwijam się w kulkę, wolę zignorować nie chce się pokazywać nie chce by się ze mnie śmieli .
Codziennie jest to samo znęcanie psychiczne, naprawdę mam tego dość, idąc do szkoły stresuje się bardziej opinią innych i co znowu zrobią by mnie upokorzyć niż sprawdzianem bądź kartkówką.
Fajną mam szkołę co ? ja wiem że każdy mi zazdrości mojej super "popularności ".
Najgorsze jest to, że ja nie potrafię się postawić i płacę za to najwyższą cenę.
Kiedy wydaje mi się, że gorzej być nie może, ktoś dolewa oliwy do ognia a mowa tu o matce, zawsze jest to samo zaczyna kłótnie z byle powodu zwyzywa mnie, uciekam z domu, zapłakana, błądzę do samego wieczoru i przychodzę, załamana, biorę szybko prysznic i znowu marzę ...
(i znowu to samo...)
Właśnie tak wygląda moje codzienne życie, uwierzcie mi, że płakałam gdy to pisałam, to przykre, że nawet u najbliższych nie ma żadnego wsparcia, że ludzie poznani przez internet dają ci więcej czułości niż rodzina.